Jak słyszę, widzę lub pomyślę o Remoncie to jedna myśl jaka przychodzi mi do głowy to NIE LUBIĘ !!!
W marcu miną dokładnie trzy lata jak skończył się nasz Remont - wydawało się, że wszystko jest nowe, świeże oczywiście zrobione po naszemu - tak jak chcieliśmy, jak nam się podobało.
No może poza jednym pomieszczeniem - poza garderobą. To zostawiliśmy na koniec, a bo kasa, a bo zbliżający się termin porodu - zrobiona na szybko - trochę mało przemyślana.
Moja frustracja z powodu mało funkcjonalnej garderoby - niby duże pomieszczenie, dużo pólek, ale ciągły, notoryczny brak miejsca.
Dwa tygodnie temu zapadła ostateczna decyzja - ROBIMY - garderobę. Nasz fachowiec Pan Sławek - sprostał mojemu wydziwianiu po raz kolejny - człowiek ma anielską cierpliwość do mnie - przeszedł przez setki zmian projektów kiedy projektował nam meble do łazienki, sypialni, kuchni.
Wczoraj garderoba została opróżniona, a to oznacza że wszystko jest wszędzie - salon jest zawalony - bieliźniarką czyli pościel, ręczniki, obrusy, zimowe ciuchy i rzeczy o których istnieniu albo nie miałam pojęcia albo już dawno o ich istnieniu zapomniałam. Nie jestem przekonana czy chciałam pamiętać.
Sypialnia - butami, resztą ciuchów, oraz zabawek i materiałów plastycznych, które w przypływie chwili schowałam do garderoby bo Niunia tam nie wchodzi.
Jutro montaż :) a to oznacza, że już jutro będę miała nową, śliczną garderobę :) JUPI
piątek, 19 października 2012
Piękna złota jesień :)
- uwielbiam taką pogodę,
- uwielbiam szeleszczenie liści pod stopami,
- uwielbiam jesienne słońce i ciepły wietrzyk na twarzy
A odkąd jest z nami Nasza Niunia - uwielbiam obserwować zachwyt w Jej oczach, kiedy podnosi kolejny "pipi" listek, kiedy pyta dlaczego jest "jeloł" skoro jeszcze kilka dni temu był "grin". Dla Niej każdy dzień wprowadza do Jej życia coś nowego, a tym samym ja każdego dnia czuję jakbym od nowa poznawała świat.
Dzisiaj wracając z przedszkola do domu - Mała zbierała listki, a jeszcze niedawno kamyczki - listki, ale tylko małej, tylko żółte - selekcja była prowadzona na bieżąco. Rozczulające jest patrzeć kiedy ze skupieniem na twarzy, misternie podnosi kolejny listek.
- uwielbiam szeleszczenie liści pod stopami,
- uwielbiam jesienne słońce i ciepły wietrzyk na twarzy
A odkąd jest z nami Nasza Niunia - uwielbiam obserwować zachwyt w Jej oczach, kiedy podnosi kolejny "pipi" listek, kiedy pyta dlaczego jest "jeloł" skoro jeszcze kilka dni temu był "grin". Dla Niej każdy dzień wprowadza do Jej życia coś nowego, a tym samym ja każdego dnia czuję jakbym od nowa poznawała świat.
Dzisiaj wracając z przedszkola do domu - Mała zbierała listki, a jeszcze niedawno kamyczki - listki, ale tylko małej, tylko żółte - selekcja była prowadzona na bieżąco. Rozczulające jest patrzeć kiedy ze skupieniem na twarzy, misternie podnosi kolejny listek.
wtorek, 16 października 2012
Brak mi słów
Brak mi słów, a w zasadzie nie – same cisną mi się na usta,
ale niestety nie są to słowa, które mogłabym opublikować na blogu.
Wczoraj moją krew zmroziły informacje, które nadeszły z
Wrocławia – o metodach „wychowawczych” w jednym z tamtejszych punktów
żłobkowych. Do metod należało:
-przywiązywanie dzieci do łóżeczek, krzesełek;
- karminie na siłę;
- krzyk, bicie, zastraszanie
-przywiązywanie dzieci do łóżeczek, krzesełek;
- karminie na siłę;
- krzyk, bicie, zastraszanie
Nie wiem co bym zrobiła kur...., która przywiązałaby moje
dziecko – ale za pewne poszłabym siedzieć jak za człowieka.
Mała Kuchareczka
Weekend minął nam pod wezwaniem „Mamo pomom Ci” – w wolnym
tłumaczeniu Mamo pomogę Ci :)
Niunia już od dawna bierze udział w większości czynności
domowych – pierwszą czynność którą wykonywała ze mną – miałam ją wtedy albo na
rękach albo w chuście było odkurzanie. Hałas z tym związany nie przeszkadzał
jej ani trochę – chyba był taki moment kiedy nawet wydawało nam się, że Ją
bawi. Kulminacją zabawy w odkurzanie był moment kiedy Mała Księżniczka dostała
pod choinkę od mojej chrzestnej odkurzacz „Agatka” – odkurzacz jest wściekle
różowy, głośny . Nasza Mała pomocnica „katowała nas” nim prawie codziennie, aż
pewnego dnia z pomocą Michałka odkurzacz , a w zasadzie jego rura połamała się.
Teraz „Agatka” leży w pudle na zabawki i czeka na lepsze czasy, które dla niego
chyba nigdy nie nadejdą.
Potem również Mała Księżniczka w Chuście pomagała mi w
gotowaniu. – o tym za chwilkę…
A teraz pomaga Tacie gdy Ten się goli, nawet sama krzyczy za
nim „Tata gola” co oznacza, że nadszedł czas aby Jej protoplasta udał się do
łazienki, uruchomił maszynkę i ziuuuu – Mała taszczy za Nim do łazienki swoje
zielone krzesełko, staje na nim – i patrzy. Widok uroczo – rozczulający.
Dotarłam do gotowania – od kilku dni nie mogę wejść do kuchni,
aby za mną nie tuptały małe stópki, taszczące zielone krzesełko – Mała pomocnica
już nie tylko się biernie przygląda, ale delikatnie jeszcze nieśmiało wyciąga
rączki – aby pomóc. I tak w ten weekend – był obiadzik w wykonaniu Małek
Księżniczki – sama własnoręcznie „utłukła” kotleciki. A wieczorkiem z pomocą Taty przygotowała dla Mamusi pyszne
naleśniki.
Kiedy była kruszkiem, którego mogłam zawinąć w chustę
zastanawiałam się kiedy zacznie pomagać i czy w ogóle wykaże taką chęć – no i
nadeszła ta chwila. Wszystko trwa trzy razy dłużej, ale za to smakuje o
tysiąckroć LEPIEJ.
niedziela, 14 października 2012
Spacerowo
Jakoś ostatnio pogoda nie sprzyja długim jesiennym spacerom :(
Wyjście na spacer jest obarczone walką o ubranie Małej Księżniczki w cały zestaw zabezpieczeń w postaci
- chusteczka na szyje;
- czapa
- kurtka - a i to nie jest takie oczywiste, bo u nas na końcu świata wieje jak nigdzie - nawet gdy w środku lata żar się z nieba leje u nas wieje tak, że "łeb urywa" - więc musi to byc kurtka aby Mała się nie zapociła ani nie zmarzła.
Jak już przejdziemy przez ubieranie - Mała Księżniczka biega po domu w poszukiwaniu odpowiedniej zabawki na dzisiejszy spacer - w większości przypadków jest to "niunio" czyli kot, czyli hello kitty, druga wersja to "buba" czyli kremowy miś. Są jednak dni, że ani pierwsza ani druga opcja nie są odpowiednie - i zaczyna się poszukiwanie odpowiedniego towarzysza spaceru - zdarza się, że jest to piłka, klamerka do prania, klocek :)
A tak Mała Księżniczka spaceruje
Wyjście na spacer jest obarczone walką o ubranie Małej Księżniczki w cały zestaw zabezpieczeń w postaci
- chusteczka na szyje;
- czapa
- kurtka - a i to nie jest takie oczywiste, bo u nas na końcu świata wieje jak nigdzie - nawet gdy w środku lata żar się z nieba leje u nas wieje tak, że "łeb urywa" - więc musi to byc kurtka aby Mała się nie zapociła ani nie zmarzła.
Jak już przejdziemy przez ubieranie - Mała Księżniczka biega po domu w poszukiwaniu odpowiedniej zabawki na dzisiejszy spacer - w większości przypadków jest to "niunio" czyli kot, czyli hello kitty, druga wersja to "buba" czyli kremowy miś. Są jednak dni, że ani pierwsza ani druga opcja nie są odpowiednie - i zaczyna się poszukiwanie odpowiedniego towarzysza spaceru - zdarza się, że jest to piłka, klamerka do prania, klocek :)
A tak Mała Księżniczka spaceruje
piątek, 12 października 2012
Mama malu
„Mama malu” takimi oto słowami Mała Księżniczka rozpoczyna
każdy dzień po powrocie z Przedszkola – w wolnym tłumaczeniu to nic innego jak „Mama
malujemy” w sensie kolorujemy kolorowanki.
Śmiało mogę zaopatrywać Małą Księżniczkę w kolorowanki w
ilościach hurtowych, do tego dochodzi tona kredek. Ile by tych kredek nie miała
to i tak najlepszą kredką jest FIOLETOWA.
Mam w domu kolorowanki w których wszystkie obrazki od początku
do końca są „pomazane” na fioletowa – fioletowe oczy, włosy, ubranka, kwiatki,
słoneczko – WSZYSTKO.
Pewnego dnia nadszedł moment w którym już nie mogłam patrzeć
na fioletowe obrazki, dlatego w bardzo delikatny sposób (mimo wcześniejszych
prób) postanowiłam naprowadzić moją Latorość na prawidłowy tor. Wytłumaczyłam,
że wszystko oczywiście można pomalować na fioletowo, ale taki rysunek jest smutny,
jednopłaszczyznowy (tak, użyłam tego słowa – czasem zapominam, że rozmawiam z
dwulatką) i można używać innych kredek. W moim monologu nawet padło stwierdzenie,
że gdyby producent kredek chciał aby dzieci malowały tylko fioletową to taki
byłyby w sprzedaży.
Księżniczka przyglądała się, nawet był moment kiedy
przytakiwała niczego nieświadomej Mamie – aż „zaatakowała”:
-„A czemu?”
-„A po co?”
- „A czemu?” – tak po raz drugi, trzeci, dziesiąty;
Cierpliwie odpowiadałam coraz to wynajdując w zakamarkach
mózgu nowym ciekawych, kolorowych argumentów – aż tu Mała powiedziała – „Mama
malu”
Hm… to masz babo placek – chciałaś masz :) w duchu uśmiechnęłam
się do siebie – do wspomnień kiedy to ja siadałam przy specjalnie przygotowanym
stole (tylko do malowania) nad misternie zdobytymi spod lady kolorowankami –
częściej jednak kolorowałam obrazki które rysowali mi rodzice. Poczułam się
znowu dzieckiem i … co najważniejsze -
moja Mała Księżniczka do malowania używa wszystkich kolorów z pudełka.
środa, 10 października 2012
... Jesień idzie nie ma na to rady...
Stojąc przed otwartą szafą – zawsze nachodzi mnie myśl –
„nie mam co na siebie włożyć”. Prawdziwość tego zdania jest uzależniona od tego
co akurat miała w planach włożyć, niestety plany nie zawsze zgrywają się z tym
co mam w szafie.
Nie o tym chciałam pisać, choć doskwiera mi problem i
kiełkuje we mnie myśl dotycząca wymiany garderoby.
Moje rozważania miały być o szafie Małej Księżniczki – i w
Jej przypadku zaraz się okaże, że stojąc przed otwartą szafą będę mówiła, „nie
mam co Małej włożyć” – nie jest to bynajmniej spowodowane moją próżnością, ale
tym że Mała rośnie, wyrasta, a spodnie które jeszcze były stosunkowo niedawno
na nią dobre teraz wyglądają jakby były z młodszej siostry, której notabene
Mała nie ma. Jeszcze jeden sezon i będzie te same spodnie mogła nosić jako
rybaczki J
Okazuje się, że zaczynając od spodni aż po same buty MUSZĘ
wymienić Małej garderobę – o kombinezonie na zimę nawet nie wspomnę.
Ok, skoro wiem z czego Mała wyrosła, jaki teraz rozmiar nosi
– nic prostszego – idę do sklepu i kupuję. A tu ZONK :
- po pierwsze – wszystko jest obrzydliwie różowe, Mamy dziewczynek wiedzą co mówię, nawet te, które uwielbiają swoje córeczki w różu, powinny już mieć tego dość
- popularne rozmiary czyli akurat takie, które nosi moja Mała – w dziwnych okolicznościach wyszły, a jak pojawiają się ponownie to znikają w mgnieniu oka
- po trzecie i chyba najważniejsze – to budżet.
- po pierwsze – wszystko jest obrzydliwie różowe, Mamy dziewczynek wiedzą co mówię, nawet te, które uwielbiają swoje córeczki w różu, powinny już mieć tego dość
- popularne rozmiary czyli akurat takie, które nosi moja Mała – w dziwnych okolicznościach wyszły, a jak pojawiają się ponownie to znikają w mgnieniu oka
- po trzecie i chyba najważniejsze – to budżet.
Bo jak się okazuje średnio:
- jeansy dla dziecka kosztują od 49 do 100zł;
- sweterek od 30 do 70zł;
- bluza (ciepła, polarowa) do 90zł;
- buty jesienne (mówię tu o dobrych butach, które mają twardy zapiętek, profilowaną podeszwę, są skórzane) – tutaj jest dopiero popis cen od 100zł – do 200zł
- buty zimowe – jak wyżej – od 180 do 300zł – tak to za buty w rozmiarze 23, a nie dla mnie na kilka sezonów.
- kombinezon zimowy – też mówię tu o dobrym, który nie przemaka, nie przepuszcza wiatru, taki w którym dziecko może szaleć na śniegu, sankach – w zależności od sklepu od 150zł do nawet 300zł
- jeansy dla dziecka kosztują od 49 do 100zł;
- sweterek od 30 do 70zł;
- bluza (ciepła, polarowa) do 90zł;
- buty jesienne (mówię tu o dobrych butach, które mają twardy zapiętek, profilowaną podeszwę, są skórzane) – tutaj jest dopiero popis cen od 100zł – do 200zł
- buty zimowe – jak wyżej – od 180 do 300zł – tak to za buty w rozmiarze 23, a nie dla mnie na kilka sezonów.
- kombinezon zimowy – też mówię tu o dobrym, który nie przemaka, nie przepuszcza wiatru, taki w którym dziecko może szaleć na śniegu, sankach – w zależności od sklepu od 150zł do nawet 300zł
I tak, albo trzeba wykonać skok na bank, albo rozbić świnkę
skarbonkę.
Oczywiście są komisy – które polecam, są ciucholandy – które
też polecam, ale z doświadczenia swojego i zaprzyjaźnionych Mam wiem, że kupno
w jednym czy drugim ubrań dla dziecka powyżej dwóch w dobrym stanie – graniczy prawie
z cudem.
Można na wyprzedażach, ale ja w lipcu nie mam najmniejszego
pojęcia jaki rozmiar będzie nosiła Mała za rok – oczywiście mogę posiłkować się
tabelą rozmiarów – i albo trafię albo będą za małe (z tym gorzej) albo uda mi
się kupić większe i będzie na zaś.
No nic uciekam szukać okazji – bo ciemna strony jesieni dała
nam wczoraj po plecach chłodem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
