Dokładnie od Świąt Bożego Narodzenia i góry prezentów - Julka odliczała czas do urodzin. Były trzy miesiące, dwa, miesiąc - potem oczywiście tygodnie, przyszła pora na odliczanie dni.
W tym samym czasie poza odliczaniem pojawiały się listy must have - takie bez których Julka nie wyobrażała sobie (na daną chwilę) urodzin. Czas mijał, a listy się zmieniały - zapobiegliwa Matka zapisywała, szukała, a zdarzało się i tak, że kupowała.