Gdy Julka była mała nie miałam problemów z "przemyceniem" Jej czegoś zdrowego - jak nie chciała jeść warzyw - to lądowały w zupie i za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zwanej blenderem zamieniły się w przepyszną zupę krem. Jak nie chciała jeść owoców to miksowałam je z jogurtem na delikatną piankę, i były kolorowe obłoczki lub lody.
