czwartek, 30 stycznia 2014

Dziecko dla odważnych



 ... "Konsekwencja rodzica spada w miarę upływu czasu.
Mniej więcej równomiernie do godziny siedemnastej, a potem leci na łeb, na szyję. O godzinie dziesiątej rano jestem jak skała. uważam, że dziecko żywi się warzywkami, mięskiem, serkiem i jogurcikami. W wolnych chwilach świeże powietrze i zabawy edukacyjne. Zero telewizji. trzymam się tego jak niepodległości.
O czternastej daję Pitu ciastko, żeby się zamknął choć na chwilę. O siedemnastej nadchodzi kryzys: jestem gotów pertraktować i sprzedać oglądanie jakiejś idiotycznej bajki o myszkach mutantach w zamian za kwadrans spokoju. O dziewiętnastej sam proponuję, by zjadł cukierka, ale żeby potem umysł zęby. O dwudziestej mówię, że zęby może umyj jutro. O dwudziestej pierwszej, po godzinie ryków, poddaję się i niosę mu coca-colę. A co tam, raz nie zaszkodzi. O dwudziestej drugiej następuje kapitulacja. Dam mu zmywarkę, włączę wideo, przeniosę gumę do żucia, piwo i dorzucę paczkę fajek, byle tylko poszedł spać.
Co ciekawe, determinacja dziecka nie spada nigdy" ...

To fragment książki, która przez kilka ostatnich wieczorów umilała mi czas - umilała mi go na tyle skutecznie, że śmiałam się jak już dawno nie śmiałam się na kabaretonach, z kiepskich żartów, czy z sucharów prowadzącego Familiadę.
pewnego wieczoru Julka wpadła do pokoju i z przerażaniem w oczkach spytała "mamusiu, czemu płaczesz?" - płakałam ze śmiechu. Nie dlatego, że książka jest wybitnie śmieszna, ale dlatego, że niektóre z tych sytuacji mogłam zobaczyć oczami wyobraźni, tylko zamiast autora byłam ja, a zamiast Pitula Julka, a rolę Ptiszona wcielał się Stefan.

Dziecko dla odważnych, bo o tym mowa - jest świetnie napisaną książką (nie wiem na ile z przymrużeniem oka, a na ile rzeczywistość tak właśnie wyglądała) o Rodzicach, którzy chyba nie do końca sobie zdawali sprawę z tego, jak wygląda życie z dzieckiem i ich Pitula (znaczy się dziecka), a w dalszej części także Kudłatej (czytaj, też dziecka, tylko płci pięknej).

Podchodząc do tematu miałam mylne wyobrażenie, że książka jest swego rodzaju poradnikiem - jak przetrwać gdy w domu pojawia się obcy, czytaj dziecko.  Choć jakby się nad tym dłużej zastanowić - to może być poradnikiem - jak żyć z dzieckiem i nie zwariować. 
Może gdybym przeczytała ją jakieś cztery lata temu - byłabym nie na żarty wystraszona, skołowana - przecież w tych wszystkich mądrych książkach, gazetach i od koleżanek słyszałam same achy, ochy - jak będziesz robić tak, czy siak to Maleństwo będzie zadowolone, szczęśliwe - a w pierwszych miesiącach życia nic nie robi tylko śpi. 

A tutaj - zderzenie z rzeczywistością - bach, na twarz - ryk, ryk i jeszcze raz ryk - a przecież robię to co napisali w mądrych książkach - czemu ten bobas co to go bujam już czwartą godzinę nie śpi. Przecież robię wszystko jak w książce.

Kto powinien przeczytać Dziecko dla odważnych? - każdy, bez względu na to czy ma, czy planuje lub zarzeka się, że dzieci mieć nie będzie - bo to nie typowy poradnik, to nie zbiór rad - ale świetnie napisana książka z dużą dawka humoru, dystansu do siebie, do otoczenia do dziecka - czyli jak żyć i nie zwariować. Książka, która sprawi, że będziecie płakać ze śmiechu, że nawet najczarniejszy dzień stanie się światełkiem w tunelu. Dziecko dla odważnych to zbiór swego rodzaju opowiadań, czy wręcz relacji z dnia bycia rodzicem - wiecie taka sielanka jak z reklamy - a te nakręcona na podstawie książki


DANE TECHNICZNE
Tytuł: Dziecko dla odważnych
Autor: Leszek K. Talko
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK

Dzięki uprzejmości ZNAK emotikon ja miałam możliwość przeczytać, a Was mam nadzieję zachęciłam do przeczytania. Jakbyście chcieli - to chętnie ją udostępnię :)


7 komentarzy:

  1. Chętnie bym przeczytała :)
    Pozdrawiam ciepło całą rodzinkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś dla mnie :) Na rozluźnienie gumy ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam bo jest na prawdę świetna

      Usuń
  3. witam czytałam powyższą pozycję z Małą w gondoli na spacerach jak Ona grzecznie tylko na spacerach na dworze spała odkąd się urodziła... zaśmiewałam się w parku...czasem aż parskałam ze śmiechu, też polecam... a post skłonił mnie do sięgnięcia po nią raz jeszcze teraz z perspektywy już padniętej dziś trzylatki

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachęciłaś skutecznie :-)! Właśnie szukam, by zakupić :-). Buziaki!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń