poniedziałek, 9 lutego 2015

uczta nad ucztami

Nie lubię jeść - to nie jakaś tam fobia, zapędy anorektyczne czy strach przed kilogramami. Ja nie lubię jeść - jasne są danie, które mi smakują, ale w zasadzie mogłabym się bez jedzenia obejść. Moje kubki smakowe nie szaleją, nie są jakoś specjalnie wyczulone - ot co, jem, żuje, zapominam. 


Skłamałabym mówiąc, że żadne danie nie zapadło mi w pamięć, lub że nigdy nie najadłam się po samą kokardę - dlatego nie powiem bo musiałabym kłamać, ale prawda jest też taka, że takich razów było kilka - mogę policzyć je na palcach obu rąk. czyli jak na moje lata to stosunkowo nie dużo.

A skoro już przy jedzeniu i kokardach to nie mogę zapomnieć (nie mogę nie ze względu na obowiązek, a wrażenia) o ostatnim blogowym spotkaniu na jakim byłam. Styczeń - dokładnie 17 - pamiętam, bo to urodziny Małża są. Miejsce, nie przypadkowe - Węgorzewo, a jak Węgorzewo to Portowa, a jak Portowa to oczywiście Gościniec u Kalicha.

To nie był mój pierwszy raz - byłam już tam, ale tym razem - Kochani, na samo wspomnienie ślinka do buzi nacieka, a spodnie krzyczą, rozepnij nas (dziwne to trochę, bo akurat na spotkaniu byłam w sukience). 

Było pysznie bo:
- dziewczyny ORGANIZATORKI - Natalia, Ania i Roksana stanęły na wysokości zadania, zadbały o każdy nawet najdrobniejszy szczegół - Dziewczyny dzięki :)
- miejsce - cudne, klimatyczne, Gościniec pachnący drewnem i smakołykami
- towarzystwo - oczywiście bez Was KOBIETY nie byłoby nawet w procencie tak fajnie. Nagadałam się, śmiałam i odkryłam kilka nowych technik robienia selfie
- jedzenie - a tego było po kokardy - autentycznie, możecie mi nie wierzyć, ale deseru już nie zmieściłam - nawet wrodzone łakomstwo nie pomogło.

Było coś jeszcze co mnie skusiło, przyciągnęło jak magnes - był cudny, błyszczący, mruczący do mnie i puszczający oko - nie BARMAN - tylko Thermomix. Moje marzenie, niedoścignione pragnienie, coś co chciałabym mieć, ale szkoda mi na to kasy - nawet system ratalny mnie nie przekonał, nawet perspektywa 4zł dziennie, przez 5 lat.

Moje małe pragnienia zostały zaspokojone pokazem i możliwością po dotykania go gdzieniegdzie, pokręcenia, uszczypania  :) 

Nie wiem kiedy czas tak szybko minął, bo gdy obejrzałam się była już 15 i spotkanie chyliło się ku końcowi - jak się miało okazać za chwil kilka nie dla mnie - bo spod Gościńca PORWAŁA mnie Ilona i uprowadziła na kawę na swoje włości :) 

Co ja tu będę pisać - zobaczcie sami
 Ania - jedna z Organizatorek


normalnie  jestem sławna :) - 5 minut do sławy
co my tu mamy :)

takie cudne przypinki dostała każda z Nas - na marginesie to uwielbiam takie rzeczy - jak dla mnie to tylko takie mogłyby być :)
raczyłyśmy się winem bezalkoholowym


pokaż kotku co masz w środku

bułeczki - pycha - Karolina teraz już Ci nie odpuszczę, jak jedziesz na urlop ja na ochotnika opiekuję się Thermomixem

MY :)


Patroni medialni:
Łowcy Trendów - http://www.lowcytrendow.pl/

Uczestniczki, bez których nie było by tak FAJNIE - dziękuję jeszcze raz za miłe popołudnie





7 komentarzy:

  1. porywać Ciebie to sama przyjemność! Oby częściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. być porwaną jest równie miło :)

      Usuń
    2. mów mi tak jeszcze a nie dam Ci żyć ;)

      Usuń
  2. Fajnie oj fajnie :) Aż żałuję, że dopiero zaczęłam przygodę z blogiem :)
    pozdrowienia z Mazur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może kiedyś na jakimś spotkaniu uda Nam się spotkać :)

      Usuń
    2. Jak będzie coś organizowane dajcie znać.

      Usuń
  3. Bardzo fajne spotkanko :D CO do jedzenia, to mam podobnie. Średnio lubię jeść, bo większości rzeczy po prostu nie lubię ;p

    OdpowiedzUsuń