Pamiętam, że gdy tylko Niunia się urodziła na mojej drodze pojawili się ludzie "życzliwi", którzy postanowili udzielić świeżutkiej Mamie kilku cennych rad. Nie powiem - z niektórych - tych cennych skorzystałam, ale niektóre do dzisiaj przyprawiają mnie o "trzepotanie pępka".
"Pamiętaj nie noś, nie kołysz" - powód bo się przyzwyczai i nie będziesz mogła nic zrobić. Wiecie co - ja uwielbiałam trzymać moją mała kruszynkę w ramionach, uwielbiałam Ją tulić - zresztą kocham to do dnia dzisiejszego. Nosiłam, kołysałam, tuliłam - i ku zaskoczeniu zgromadzonych miałam czas ugotować obiad, wykąpać się, powiem więcej miałam czas wyskoczyć do fryzjera, czy kosmetyczki - miałam czas tuląc, kołysząc i nosząc zadbać o siebie. Więc o ile macie taką potrzebę, a gorąco wierzę, że tak właśnie jest noście, kołyszcie i tulcie.
Zacznij od warzyw, bo jak Mała zasmakuje w słodkich owocach to warzyw nie będzie chciała - z ręką na sercu zastosowałam się do tej rady - pamiętam pierwszy uparowany ziemniaczek i marcheweczkę - pamiętam także jak Niunia zrobiła ble - tym oto ziemniaczkiem i marcheweczką - po kilkudziesięciu próbach - poszłam po rozum do głowy, posłuchałam serca, intuicji czy co tam było akurat i dałam Niuni jabłko, potem był banan, gruszka.
I wiecie co - warzywa są dodatkiem, niestety koniecznym bo Mała do dzisiaj robi ble na widok marchewki za to jak widzi ziemniaczka to krzyczy mniam mniam.
Trzecia - nie zabieraj do szpitala ładnych rzeczy - czemu, - bo to nie rewia mody, a dla dziecka upaprzą Ci wszystko w piochtaninie. W pierwszej chwili pamiętam, że "położyłam uszy po sobie" i grzecznie przytakiwałam, ale za chwil kilka obudziła się we mnie prawdziwa ja - dlaczego mama wyglądać jak kopciuch, bo co bo mam urodzić, a moje nowonarodzone dziecko mam ubierać w stare, zniszczone ubranka. - O nie co to to nie.
Fakt rodziłam w szpitalnej koszuli - bo rodziłam za wcześnie i nie byłam nawet spakowana, a gdy odeszły mi wody to nie było czasu na pakowanie - i nie żałuje, zaraz po super szybkim porodzie wykapałam się i przebrałam w czyściutką, pachnącą koszulkę, a tą szpitalną polożna od razu zapakowała do śmieci.
Fakt - upaprali mi śliczne, cudowne maleńkie ubranka fioletowym paskudztwem - upaprali tym także sliczny kocyk i ręczniczki - ale cóż wszystko można wyprać - tak też zrobiłam i nadal mogłam się cieszyc tymi małymi, ślicznymi - pieczołowicie wybieranymi na tą okazję ubrankami.
Jaki z tego wniosek - Mamy - słuchajcie rady, ale dzilcie je zawsze przez dwa i bierzcie z nich to co podpowiada wam Intuicja.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
sobota, 1 grudnia 2012
Dywan - znaczy się dodatki
Pokoik Niuni ewoluuje od chwili Jej narodzin - z racji bardzo niespodziewanego porodu ( za szybko o 6 tygodni), pierwsza odsłona pokoiku to "magazyn" - tak, tak - dobrze napisałam. Było tam wszystko począwszy od cekolu skończywszy na płytkach.
Druga odsłona - to pokoik (pomalowany) gdzie stało łóżeczko w którym niunia nie spała (spała w kołysce w sypialni rodziców), a i była jeszcze komoda i trochę zabawek.
Trzecia odsłona - to czas w którym - matka wariatka - ręcznie namalowała Niuni na ścianach MISIE - pokoik zaczął nabierać kształtów pokoju dziecka. Potem doszedł dywanik z Kubusiem Puchatkiem, inna komoda, szafa, cała masa różnej masci zabawek, książeczek.
Całkiem niedawno Niunia przesiadła się do "dużego" łóżka oraz wzbogaciła się o mebel na kartony, skrzynki, pudła - bardzo fajna rzecz.
A teraz - z powodów od nas niezależnych - a zależnych od Stefana - naszego kota - musimy/chcemy kupić dywan - tamten uległ rozczłonkowaniu.
Szukałam w sklepach, w których można postawić nogę, szukałam w sklepach internetowych - i nie ukrywam, że nie ma nic fajnego. Dywan oczywiście musi spełniać pewne parametry:
- musi być gruby,
- rozmiar 120x170
- powinien mieć motywy dziecięce
Znalazła coś takiego
Druga odsłona - to pokoik (pomalowany) gdzie stało łóżeczko w którym niunia nie spała (spała w kołysce w sypialni rodziców), a i była jeszcze komoda i trochę zabawek.
Trzecia odsłona - to czas w którym - matka wariatka - ręcznie namalowała Niuni na ścianach MISIE - pokoik zaczął nabierać kształtów pokoju dziecka. Potem doszedł dywanik z Kubusiem Puchatkiem, inna komoda, szafa, cała masa różnej masci zabawek, książeczek.
Całkiem niedawno Niunia przesiadła się do "dużego" łóżka oraz wzbogaciła się o mebel na kartony, skrzynki, pudła - bardzo fajna rzecz.
A teraz - z powodów od nas niezależnych - a zależnych od Stefana - naszego kota - musimy/chcemy kupić dywan - tamten uległ rozczłonkowaniu.
Szukałam w sklepach, w których można postawić nogę, szukałam w sklepach internetowych - i nie ukrywam, że nie ma nic fajnego. Dywan oczywiście musi spełniać pewne parametry:
- musi być gruby,
- rozmiar 120x170
- powinien mieć motywy dziecięce
Znalazła coś takiego
1.
2.
3.
4.
Moim faworytem jest nr 4 - niestety nie spełnia jednego z wymagań - nie jest to gruby dywan.
A Wy jak myślicie?
sobota, 24 listopada 2012
Z drugiej ręki
Długo zastanawiałam się czy poruszyć ten temat, ale w dobie second hand'ów - pomyślałam - dlaczego nie?
Nie znam osobiście kobiety, która chociaż raz nie kupiłaby czegoś z drugiej ręki - oczywiście łatwiej przychodzi nam kupowanie ciuchów, dodatków dla siebie - ale czy kupujemy dla naszych pociech - wyczekanych, wychuchanych?
Tak - ja kupuje, a raczej kupowałam - ponieważ niunia weszła w wiek, z którego ciężko jest kupić coś w second hand'ie w dobrym stanie - coś co jest nie zniszczone i da się w tym chodzić. Wcześniej udawało mi się "wygrzebać" prawdziwe perełki, istne cuda za grosze.
Ok, a czy Wy sprzedajecie po waszych pociechach ciuszki? - Mi się zdarzało - częściej jednak oddawałam je dla tych którzy mieli gorzej, którzy potrzebowali - no cóż wychodzę z założenia, że ja się nie wzbogacę, a ktoś inny skorzysta. Tak wyznaje zasadę, że Karma wraca - moja kiedyś do mnie też wróci.
W zasadzie nie o tym chciałam pisać - pojawił się u nas ostatnio problem z zabawkami, którymi Niunia się już nie bawi - nie bawi się bo albo z nich wyrosła, albo były to nietrafione podarunki - a było takich sporo. I co tu z tym fantem zrobić - trochę oddałam - ale cała masa tego jeszcze została.
Okazuje się, że ma talent i smykałkę do handlu - zrobiłam dwa zestawy, obfociłam je i wystawiłam na jedną ze stron - poszły od razu - a bo miały niską cenę, były w bardzo dobrym stanie - okazuje się, że Niunia nie niszczy zabawek - a ponadto były to dobre, markowe zabawki.
Co z tak zarobionym groszem - jak to co - Matka - Wariatka (czytaj ja) kupi Niuni nowe coś - może tto zabawka, a może coś do pokoiku - a może wrzucę pieniążki do Świnki skarbonki - i Niunia sama za jakiś czas coś sobie kupi.
A jak Wy robicie?
Nie znam osobiście kobiety, która chociaż raz nie kupiłaby czegoś z drugiej ręki - oczywiście łatwiej przychodzi nam kupowanie ciuchów, dodatków dla siebie - ale czy kupujemy dla naszych pociech - wyczekanych, wychuchanych?
Tak - ja kupuje, a raczej kupowałam - ponieważ niunia weszła w wiek, z którego ciężko jest kupić coś w second hand'ie w dobrym stanie - coś co jest nie zniszczone i da się w tym chodzić. Wcześniej udawało mi się "wygrzebać" prawdziwe perełki, istne cuda za grosze.
Ok, a czy Wy sprzedajecie po waszych pociechach ciuszki? - Mi się zdarzało - częściej jednak oddawałam je dla tych którzy mieli gorzej, którzy potrzebowali - no cóż wychodzę z założenia, że ja się nie wzbogacę, a ktoś inny skorzysta. Tak wyznaje zasadę, że Karma wraca - moja kiedyś do mnie też wróci.
W zasadzie nie o tym chciałam pisać - pojawił się u nas ostatnio problem z zabawkami, którymi Niunia się już nie bawi - nie bawi się bo albo z nich wyrosła, albo były to nietrafione podarunki - a było takich sporo. I co tu z tym fantem zrobić - trochę oddałam - ale cała masa tego jeszcze została.
Okazuje się, że ma talent i smykałkę do handlu - zrobiłam dwa zestawy, obfociłam je i wystawiłam na jedną ze stron - poszły od razu - a bo miały niską cenę, były w bardzo dobrym stanie - okazuje się, że Niunia nie niszczy zabawek - a ponadto były to dobre, markowe zabawki.
Co z tak zarobionym groszem - jak to co - Matka - Wariatka (czytaj ja) kupi Niuni nowe coś - może tto zabawka, a może coś do pokoiku - a może wrzucę pieniążki do Świnki skarbonki - i Niunia sama za jakiś czas coś sobie kupi.
A jak Wy robicie?
sobota, 17 listopada 2012
Dzieci lubią Misie, Misie lubią dzieci ....
Tak, tak LUBIMY MISIE :)
Nie wiem czy przypadkiem zamiłowanie Niuni do Misiów nie jest moją "winą" - hm... winna - ja osobiście uwielbiam Misie - a wszystko za sprawą Misia Uszatka - bohatera mojego dzieciństwa. Bajka to jedno, ale ja miałam swojego prywatnego, osobistego Misia Uszatka, którego "taszczyłam" wszędzie ze sobą :)
Potem kiedy byłam już duża - może nawet za duża na Misie - pojawiła się moda na Kubusia Puchatka - pamiętam, że zbierało się wszystko co tylko miało znaczek Puchatka. Kiedy udało mi się pojechać do EuroDisneylandu - co mogłam sobie przywieźć jak nie pamiątki z Kubusiem - i tak ja - dwudziestoparolatka - przywiozłam torebkę i portfel z Kubusiem.
A teraz do rzeczy - Niunia pokochała Misie miłością pierwszą, prawdziwą - i to chyba za moją sprawką - bo kiedy była jeszcze mała - a konkretnie miała kilkanascie dni - Matka Wariatka na ścianach pokoiku namalowała Misie - ale nie Kubusia - tylko takie prawdziwe pluszowe misie.
Oto jeden z nich
W pokoiku Misio nie czuje się samotny bo jest ich w sumie tych namalowanych cztery - a do tego cała masa pluszowych - małych i dużych. A Niunia - nosi je, śpi z nimi, bawi się nimi - towarzyszą jej wszędzie - do przedszkola, do dziadka, na spacer, a nawet na nocnik :)
Wczoraj do kolekcji dołączył jeszcze jeden - bardzo szczególny miś - polowałam na niego od dawna - aż się udało - przedstawiam Wam nowego MISIA
Nie wiem czy przypadkiem zamiłowanie Niuni do Misiów nie jest moją "winą" - hm... winna - ja osobiście uwielbiam Misie - a wszystko za sprawą Misia Uszatka - bohatera mojego dzieciństwa. Bajka to jedno, ale ja miałam swojego prywatnego, osobistego Misia Uszatka, którego "taszczyłam" wszędzie ze sobą :)
Potem kiedy byłam już duża - może nawet za duża na Misie - pojawiła się moda na Kubusia Puchatka - pamiętam, że zbierało się wszystko co tylko miało znaczek Puchatka. Kiedy udało mi się pojechać do EuroDisneylandu - co mogłam sobie przywieźć jak nie pamiątki z Kubusiem - i tak ja - dwudziestoparolatka - przywiozłam torebkę i portfel z Kubusiem.
A teraz do rzeczy - Niunia pokochała Misie miłością pierwszą, prawdziwą - i to chyba za moją sprawką - bo kiedy była jeszcze mała - a konkretnie miała kilkanascie dni - Matka Wariatka na ścianach pokoiku namalowała Misie - ale nie Kubusia - tylko takie prawdziwe pluszowe misie.
Oto jeden z nich
W pokoiku Misio nie czuje się samotny bo jest ich w sumie tych namalowanych cztery - a do tego cała masa pluszowych - małych i dużych. A Niunia - nosi je, śpi z nimi, bawi się nimi - towarzyszą jej wszędzie - do przedszkola, do dziadka, na spacer, a nawet na nocnik :)
Wczoraj do kolekcji dołączył jeszcze jeden - bardzo szczególny miś - polowałam na niego od dawna - aż się udało - przedstawiam Wam nowego MISIA
Prawda, że piękny :)
A tutaj jeszcze półka pełna pluszaków - oczywiście nie mogło zabraknąć Misiów - te dwa giganty - Niunia dostała na pierwsze Mikołajki :) - nie do buta, a do skarpety :)
środa, 14 listopada 2012
Domowy szpital
Doigraliśmy się :(
Chorowanie ciągnie się u nas od początku listopada – zaczęła
Mała Księżniczka – standard od kaszlu, kataru – Matka Polka (znaczy ja)
dzielnie potruptałam z dzieciem do lekarza .
Diagnoza – osłuchowo dobrze
Zalecenia – higiena nosa, na kaszel psik, piski, w razie
gdyby pojawiła się gorączka podawać coś na zbicie.
Na moje pytanie czy dziecko może uczęszczać do przedszkola –
usłyszała , oczywiście że tak – przecież wszystkie dzieci są w podobnym stanie.
Hm… Mała została tydzień w domu z dziadkiem .
Po tygodniu wróciła do przedszkola – silna, zdrowa :) - ale zachorowała
Matka Polka :( -
standard kaszel, karta – nie poddawałam się do momentu, aż straciłam głos, a
przełykanie powodowało płacz – potruptałam do lekarza – nic specjalnego poza
zwolnieniem nie dostałam.
Po dwóch dniach byczenia się na zwolnieniu dołączyła do mnie
Niunia – z gorączką 39,9 – dziecia w samochód i na pogotowie – a tak –
osłuchowo czysto – proszę wykonywać higienę nosa, w razie gorączki zbijać.
Ręce opadły mi do samej ziemi – strach o dziecko – bo tak
wysoka gorączka to nic dobrego tym bardziej, że gorączce się u nas podobało – i
bardzo ciężko było się jej pozbyć. Dzisiaj jest już (odpukać) lepiej – ale jeszcze
bez spokojnej głowy – bo wieczorami paskuda do nas powraca.
A co lekarz pediatra – „Tak może być – to wirus”
piątek, 9 listopada 2012
Plezent
Moja Mała Księżniczka - zrobiła się przekupna oraz zainteresowana prezentami.
Wcześniej mimo, że nie może narzekać na brak zabawek, książeczek czy różnych dziwnych rzeczy - nie pojawiało się w Jej słownictwie hasło "plezent"
Ten czas odszedł w niepamięć - teraz plezent jest w cenie.
Nie ukrywam, że to jednak nasz wina - tydzień temu Niunia była chora - nic poważnego - katar, kaszel - ale codzienne podawanie niesmacznych leków, używanie fridy (Mamy wiedzą o czym pisze) - sprawiły, że Mała na widok łyżeczki, czy wspomnianej wcześniej fridy - uciekała gdzie pieprz rośnie.
My - aby wykonać plan - czyli podać określoną ilość leków oraz wyciągnąć to co zalegało w małym nosku - używaliśmy przekupstwa - "Kochanie jak ładnie wypijesz syropek Mamusia coś Ci da", "Robaczku trzeba wyczyścić nosek. Ale jak będzie po wszystkim to Tatuś kupi Ci prezent"
No cóż - nasz błąd - na początku wystarczał buziak, a potem ... "Co Mama da?" "Plezent Mama da?"
Walczymy z tym, Niunia zaczyna wracać na właściwy tor :)
Wcześniej mimo, że nie może narzekać na brak zabawek, książeczek czy różnych dziwnych rzeczy - nie pojawiało się w Jej słownictwie hasło "plezent"
Ten czas odszedł w niepamięć - teraz plezent jest w cenie.
Nie ukrywam, że to jednak nasz wina - tydzień temu Niunia była chora - nic poważnego - katar, kaszel - ale codzienne podawanie niesmacznych leków, używanie fridy (Mamy wiedzą o czym pisze) - sprawiły, że Mała na widok łyżeczki, czy wspomnianej wcześniej fridy - uciekała gdzie pieprz rośnie.
My - aby wykonać plan - czyli podać określoną ilość leków oraz wyciągnąć to co zalegało w małym nosku - używaliśmy przekupstwa - "Kochanie jak ładnie wypijesz syropek Mamusia coś Ci da", "Robaczku trzeba wyczyścić nosek. Ale jak będzie po wszystkim to Tatuś kupi Ci prezent"
No cóż - nasz błąd - na początku wystarczał buziak, a potem ... "Co Mama da?" "Plezent Mama da?"
Walczymy z tym, Niunia zaczyna wracać na właściwy tor :)
poniedziałek, 5 listopada 2012
JA sama
Od jakiegoś czasu stwierdzenie „Ja sama” jest najczęściej
słyszanym zwrotem u nas w domu – Niunia wszystko robi sama.
Sama - je, sama się ubiera,
sama się myję, sama się bawi – nie akurat z tym to nie do końca jest prawda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



