Moja Mała Księżniczka - zrobiła się przekupna oraz zainteresowana prezentami.
Wcześniej mimo, że nie może narzekać na brak zabawek, książeczek czy różnych dziwnych rzeczy - nie pojawiało się w Jej słownictwie hasło "plezent"
Ten czas odszedł w niepamięć - teraz plezent jest w cenie.
Nie ukrywam, że to jednak nasz wina - tydzień temu Niunia była chora - nic poważnego - katar, kaszel - ale codzienne podawanie niesmacznych leków, używanie fridy (Mamy wiedzą o czym pisze) - sprawiły, że Mała na widok łyżeczki, czy wspomnianej wcześniej fridy - uciekała gdzie pieprz rośnie.
My - aby wykonać plan - czyli podać określoną ilość leków oraz wyciągnąć to co zalegało w małym nosku - używaliśmy przekupstwa - "Kochanie jak ładnie wypijesz syropek Mamusia coś Ci da", "Robaczku trzeba wyczyścić nosek. Ale jak będzie po wszystkim to Tatuś kupi Ci prezent"
No cóż - nasz błąd - na początku wystarczał buziak, a potem ... "Co Mama da?" "Plezent Mama da?"
Walczymy z tym, Niunia zaczyna wracać na właściwy tor :)
piątek, 9 listopada 2012
poniedziałek, 5 listopada 2012
JA sama
Od jakiegoś czasu stwierdzenie „Ja sama” jest najczęściej
słyszanym zwrotem u nas w domu – Niunia wszystko robi sama.
Sama - je, sama się ubiera,
sama się myję, sama się bawi – nie akurat z tym to nie do końca jest prawda.
piątek, 26 października 2012
Stare, dobre czasy
Dzisiaj o mnie … parę dni temu trafiłam zupełnie przypadkiem
na Panią fotograf w sieci – nie mogłam pozbyć się wrażenia, że znam wspomnianą
Panią fotograf i nawet potrafiłam określić ramy czasowe, w których miałyśmy
okazję się poznać.
Kiedy się spotkałyśmy nabrałam pewności – Znamy się i nawet
wiem skąd. Ku mojemu zaskoczeniu Pani fotograf też kombinowała – skąd się znamy
i jej myśli krążyły w tym samym kierunku.
Okazało się, że znamy się z Harcerstwa – tak byłam Harcerką –
i jestem z tego strasznie dumna.
Ale nie o ty m miało być – że jestem dumna z fakt bycia
Harcerką. To spotkanie przypomniało mi te czasy, nie to, żebym nie myślała o
tym – bo przecież każdego dnia rozmawiam, spotykam – towarzyszy „niedoli” z
tamtych lat.
Spotkanie było na tyle niespodziewane, że przypomniało mi to
wszystko za co kochałam tamten czas, kochałam stan w jakim się znajdowałam,
kochałam poczucie wolności, niezależności .
Moim zmartwieniem było to, gdzie będzie obóz, wędrówka czy
biwak – i czy będzie gitara, i my – nasz zgrana paczka – pozdrawiam 37-me.
Swoją przygodę z Harcerstwem zaczęłam w pierwszej klasie
podstawówki - były to czasy, kiedy
szkoła należała do szczepu, a środa była dniem chodzenia w mundurze – nie wiem
czy było tak wszędzie – ale u mnie tak właśnie to wyglądało. Byłam zuchem i
miałam beret z antenką J
- mam go do dziś – spoczywa bezpiecznie na dnie kartonu, w którym zamknęłam
pewien okres swojego życia. Potem było już lepiej, przejście do harcerstwa,
prawdziwy mundur, krzyż, przyrzeczenie – i nawet teraz łza zakręciła mi się w
oku.
Obozy, zimowiska, biwaki – przyjaźnie, które trwają do dziś –
chrzestną mojej Niuni jest moja przyjaciółka, którą poznałam właśnie w
Harcerstwie , pierwsze miłości i złamane serce.
Harcerstwo mnie wiele nauczyło – jak to wspomniała Pani
fotograf – umiem zbudować łóżko – tak umiem, umiem także wiele innych rzeczy.
Ludzie, którzy stanęli na mojej drodze, ukształtowali mnie,
nauczyli i dali coś od siebie – zaszczepili we mnie miłość do gór, wędrówek –
dziękuję Watra, Lemur – pokazali jak można bawić się, żyć, spędzać czas na
wędrówce, jak się wspinać. Zaryzykuje,
że to jakim jestem dzisiaj człowiekiem w dużej mierze jest dzięki Nim.
To były piękne czasy – do których uśmiecham się we
wspomnieniach.
środa, 24 października 2012
jaka Ja, taka Ona
gdy byłam mała - uwielbiałam chodzić po krawężnikach - oczywiście tak aby nie spaść, szurać nogami w liściach, idąc po chodniku nie deptać linii.
Ku mojemu zaskoczeniu dzisiaj gdy spacerowałam z Niunią - Mała gdy tylko zobaczyła krawężnik - bach i dawaj spacerować po nim - trzymając mnie za rękę. Uśmiechnęłam się w myślach do siebie i swoich wspomnień, kiedy to ja trzymając Mamę za rękę starałam się utrzymać równowagę - na wspomnianym wcześniej krawężniku.
Ku mojemu zaskoczeniu dzisiaj gdy spacerowałam z Niunią - Mała gdy tylko zobaczyła krawężnik - bach i dawaj spacerować po nim - trzymając mnie za rękę. Uśmiechnęłam się w myślach do siebie i swoich wspomnień, kiedy to ja trzymając Mamę za rękę starałam się utrzymać równowagę - na wspomnianym wcześniej krawężniku.
sobota, 20 października 2012
piątek, 19 października 2012
Remonty
Jak słyszę, widzę lub pomyślę o Remoncie to jedna myśl jaka przychodzi mi do głowy to NIE LUBIĘ !!!
W marcu miną dokładnie trzy lata jak skończył się nasz Remont - wydawało się, że wszystko jest nowe, świeże oczywiście zrobione po naszemu - tak jak chcieliśmy, jak nam się podobało.
No może poza jednym pomieszczeniem - poza garderobą. To zostawiliśmy na koniec, a bo kasa, a bo zbliżający się termin porodu - zrobiona na szybko - trochę mało przemyślana.
Moja frustracja z powodu mało funkcjonalnej garderoby - niby duże pomieszczenie, dużo pólek, ale ciągły, notoryczny brak miejsca.
Dwa tygodnie temu zapadła ostateczna decyzja - ROBIMY - garderobę. Nasz fachowiec Pan Sławek - sprostał mojemu wydziwianiu po raz kolejny - człowiek ma anielską cierpliwość do mnie - przeszedł przez setki zmian projektów kiedy projektował nam meble do łazienki, sypialni, kuchni.
Wczoraj garderoba została opróżniona, a to oznacza że wszystko jest wszędzie - salon jest zawalony - bieliźniarką czyli pościel, ręczniki, obrusy, zimowe ciuchy i rzeczy o których istnieniu albo nie miałam pojęcia albo już dawno o ich istnieniu zapomniałam. Nie jestem przekonana czy chciałam pamiętać.
Sypialnia - butami, resztą ciuchów, oraz zabawek i materiałów plastycznych, które w przypływie chwili schowałam do garderoby bo Niunia tam nie wchodzi.
Jutro montaż :) a to oznacza, że już jutro będę miała nową, śliczną garderobę :) JUPI
W marcu miną dokładnie trzy lata jak skończył się nasz Remont - wydawało się, że wszystko jest nowe, świeże oczywiście zrobione po naszemu - tak jak chcieliśmy, jak nam się podobało.
No może poza jednym pomieszczeniem - poza garderobą. To zostawiliśmy na koniec, a bo kasa, a bo zbliżający się termin porodu - zrobiona na szybko - trochę mało przemyślana.
Moja frustracja z powodu mało funkcjonalnej garderoby - niby duże pomieszczenie, dużo pólek, ale ciągły, notoryczny brak miejsca.
Dwa tygodnie temu zapadła ostateczna decyzja - ROBIMY - garderobę. Nasz fachowiec Pan Sławek - sprostał mojemu wydziwianiu po raz kolejny - człowiek ma anielską cierpliwość do mnie - przeszedł przez setki zmian projektów kiedy projektował nam meble do łazienki, sypialni, kuchni.
Wczoraj garderoba została opróżniona, a to oznacza że wszystko jest wszędzie - salon jest zawalony - bieliźniarką czyli pościel, ręczniki, obrusy, zimowe ciuchy i rzeczy o których istnieniu albo nie miałam pojęcia albo już dawno o ich istnieniu zapomniałam. Nie jestem przekonana czy chciałam pamiętać.
Sypialnia - butami, resztą ciuchów, oraz zabawek i materiałów plastycznych, które w przypływie chwili schowałam do garderoby bo Niunia tam nie wchodzi.
Jutro montaż :) a to oznacza, że już jutro będę miała nową, śliczną garderobę :) JUPI
Piękna złota jesień :)
- uwielbiam taką pogodę,
- uwielbiam szeleszczenie liści pod stopami,
- uwielbiam jesienne słońce i ciepły wietrzyk na twarzy
A odkąd jest z nami Nasza Niunia - uwielbiam obserwować zachwyt w Jej oczach, kiedy podnosi kolejny "pipi" listek, kiedy pyta dlaczego jest "jeloł" skoro jeszcze kilka dni temu był "grin". Dla Niej każdy dzień wprowadza do Jej życia coś nowego, a tym samym ja każdego dnia czuję jakbym od nowa poznawała świat.
Dzisiaj wracając z przedszkola do domu - Mała zbierała listki, a jeszcze niedawno kamyczki - listki, ale tylko małej, tylko żółte - selekcja była prowadzona na bieżąco. Rozczulające jest patrzeć kiedy ze skupieniem na twarzy, misternie podnosi kolejny listek.
- uwielbiam szeleszczenie liści pod stopami,
- uwielbiam jesienne słońce i ciepły wietrzyk na twarzy
A odkąd jest z nami Nasza Niunia - uwielbiam obserwować zachwyt w Jej oczach, kiedy podnosi kolejny "pipi" listek, kiedy pyta dlaczego jest "jeloł" skoro jeszcze kilka dni temu był "grin". Dla Niej każdy dzień wprowadza do Jej życia coś nowego, a tym samym ja każdego dnia czuję jakbym od nowa poznawała świat.
Dzisiaj wracając z przedszkola do domu - Mała zbierała listki, a jeszcze niedawno kamyczki - listki, ale tylko małej, tylko żółte - selekcja była prowadzona na bieżąco. Rozczulające jest patrzeć kiedy ze skupieniem na twarzy, misternie podnosi kolejny listek.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)