mądrości życiowych Niuni ciąg dalszy - w zasadzie śmiało mogę powiedzieć, że gdybym chciała wszystko mieć spisane musiałabym nono top siedzieć przy kompie.
Dzisiejszy wyjazd na zakupy spożywcze
Ja: Kochanie jedziemy do sklepu
Niunia: co mama kupi Niuni
Ja: a co bys chciala?
Niunia: rogala
Ja dobrze
Niunia: nie jednak nie
Ja: to co chcilabys kupic
Niunia z powaga na buzi - zobaczymy w sklepie na co bede miala ochote
Rozmowy Taty z Córka
Niuni: Tata wlacz baje
Tata: a moze spróbujesz sie pobawic u siebie w pokoju
Niunia: juz probóbowalam i nie wyszlo.
sobota, 9 lutego 2013
czwartek, 7 lutego 2013
poświęcenie
Wieczorne zabawy z kotem - Niunia rzuca kotu własnoręcznie zrobioną kulkę z opakowania po batoniku (kinderku). Kota jak to kot, bawiąc wrzucił kuleczkę pod komodę.
Niunia: oooo, tefcio nie ma kuli
Kot: miał
Ja: może kotek już nie chce się bawić i wrzucił ją tam na później
Niunia: nie, kotek chce się bawić
Ja: chyba już nie
Niunia: no dobrze, to ja zjem jeszcze jednego batonika, żeby tefcio miał kuleczkę
cóż nie ma to jak porażkę obrócić w sukces.
Niunia: oooo, tefcio nie ma kuli
Kot: miał
Ja: może kotek już nie chce się bawić i wrzucił ją tam na później
Niunia: nie, kotek chce się bawić
Ja: chyba już nie
Niunia: no dobrze, to ja zjem jeszcze jednego batonika, żeby tefcio miał kuleczkę
cóż nie ma to jak porażkę obrócić w sukces.
środa, 6 lutego 2013
Plasto Ciasto
Ostatnim zabawowym hitem jest Ciastolina - Niunia ma kilka zestawów, ale chyba najbardziej - może ze względu na swoje zamiłowania do kotków i piesków lubi "salon piękności dla pupili"
w skład zestawu wchodzą trzy wyciskarki:
- kotka
- pieska
- dziewczynki
do tego jest toaletka dla kotka, koszyk dla pieska i coś dla dziewczynki
Zestaw miał w sobie sześć pudełeczek z ciastolina, w sześciu kolorach - bez szału nie są to wielkie pudełeczka, a raczej miniatury - dlatego po jednej dłuższej zabawie trzeba było kupić uzupełniacze.
Zabawa super, dla Niuni, a i Mama nie pogardzi.
Jedyny minus - ciastolina szybko wysycha, po czym nie nadaje się już do użytku, tym bardziej, jak dziecko chce kotka czy pieska postawić na półce - mamy figurkę i potrzebę kupienia wkładów uzupełniających.
poniedziałek, 4 lutego 2013
kosmetycznie
Chyba mam lenia - kilka razy podchodziłam do komputera z zamiarem napisania kosmetycznego posta - i tyle razy ile podchodziłam, odchodziłam z niczym. Może to pogoda, może ogólne zmęczenie organizmu, albo jak tu mówił mój były, były kierownik - moje wewnętrzne fuj nie pozwala mi tego posta napisać. (w tym momencie oczyma wyobraźni widzę uśmiech na twarzy koleżanki, z którą dzieliłam pokój przez prawie 5 lat).
Zebrałam się, zrobiłam zdjęcia - niestety niektóre z kosmetyków wyszły, a opakowania przed wyrzuceniem nie załapały się na sesje zdjęciową - więc tylko o nich wspomnę.
Śmiało mogę powiedzieć, że większość z tych tutaj stosujemy od pierwszego dnia życia Niuni - bez wysypek, alergii, zaczerwienień - także polecam.
1. IWOSTIN Solecrin SPF 50+ - bezkonkurencyjny, bezapelacyjny NUMER JEDEN
Kremowa konsystencja, bardzo dobrze się rozsmarowuje - nie pozostawia białych śladów - jest idealny dla dzieci, które nie przepadają za smarowaniem.
Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na skórze.
Zebrałam się, zrobiłam zdjęcia - niestety niektóre z kosmetyków wyszły, a opakowania przed wyrzuceniem nie załapały się na sesje zdjęciową - więc tylko o nich wspomnę.
Śmiało mogę powiedzieć, że większość z tych tutaj stosujemy od pierwszego dnia życia Niuni - bez wysypek, alergii, zaczerwienień - także polecam.
1. IWOSTIN Solecrin SPF 50+ - bezkonkurencyjny, bezapelacyjny NUMER JEDEN
Kremowa konsystencja, bardzo dobrze się rozsmarowuje - nie pozostawia białych śladów - jest idealny dla dzieci, które nie przepadają za smarowaniem.
Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na skórze.
piątek, 1 lutego 2013
powiedzonek dalszy ciąg
Przychodzi taka chwila, kiedy słysząc kolejne pytanie typu:
- a czemu?
- a po co?
- dlaczego?
mamy ochotę wyskoczyć przez okno - tym bardziej, że w naszym przypadku wygląda to tak, że Niunia powtarza pytanie, aż nie usłyszy satysfakcjonującej Ją odpowiedzi.
Niunia po raz setny: czemu?
Ja: bo nie ma dżemu
Niunia z powagą na buzi: nie, bo nie ma czekolady, czemu?
Kilka dni temu Niunia bawiła się w sklep - Ona była sprzedawcą, a My kupującymi.
Tata: Poproszę kota
Niunia: proszę (podając tacie pluszowego kota Hello Kitty)
Tata: ale ja nie chce tego kota, chcę tamtego (pokazując naszego rudego zwierza)
Niunia: ale to duży kot, ja nie sprzedaje dużych kotów - bo nie jest to takie proste
- a czemu?
- a po co?
- dlaczego?
mamy ochotę wyskoczyć przez okno - tym bardziej, że w naszym przypadku wygląda to tak, że Niunia powtarza pytanie, aż nie usłyszy satysfakcjonującej Ją odpowiedzi.
Niunia po raz setny: czemu?
Ja: bo nie ma dżemu
Niunia z powagą na buzi: nie, bo nie ma czekolady, czemu?
Kilka dni temu Niunia bawiła się w sklep - Ona była sprzedawcą, a My kupującymi.
Tata: Poproszę kota
Niunia: proszę (podając tacie pluszowego kota Hello Kitty)
Tata: ale ja nie chce tego kota, chcę tamtego (pokazując naszego rudego zwierza)
Niunia: ale to duży kot, ja nie sprzedaje dużych kotów - bo nie jest to takie proste
wtorek, 29 stycznia 2013
moje dziecko ... to które?
Pewnie pamiętacie - może nie z czasów przedszkola, ale na pewno szkoły - zdjęcia grupowe, legitymacyjne. A pamiętacie co się wtedy działo - szybkie zdjęcia, a Wy na nich? Czy ktoś zupełnie świadomie może podnieść rękę mówiąc - tak, ja mam świetne zdjęcia grupowe z okresu szkoły.
Ja osobiście miałam taki czas, kiedy z uporem maniaka zaklejałam, wydrapywałam swoją twarz z tego typu pamiątek - nie oszukujmy się były straszne, te udawane uśmiechy, głupie miny, zdjęcie typu - a teraz wszyscy mówią ser, (tak wiem, teraz mówi się sex - ale ja chodziłam do szkoły w czasach, kiedy dinozaury hasały po trawnikach).
Na szczęście ja mam już tego typu zdjęcia za sobą - przyszedł czas na zdjęcia Niuni - teraz osoby robiące zdjęcia zaczynają wcześniej - bo odwiedzają już przedszkola. Celowo użyłam sformułowania "osoby robiące zdjęcia" - powiem krótko i bardzo krytycznie - osoby te nie są fotografami, nie mają zielonego pojęcia jak powinna wyglądać sesja z dzieckiem - często przestraszonym bo przychodzi obcy Pan i każe się ustawić, uśmiechać.
Znam WSPANIAŁYCH FOTOGRAFÓW dziecięcych, którzy robią cudowne, wspaniale, zapierające dech w piersiach zdjęcia dzieci - wyciągają z tych maleństw wszystko co najlepsze, a do tego budują ciepłą atmosferę opartą na zabawie i wsłuchaniu się w potrzeby dziecka.
Ale niestety Ci fotografowie nie robią zdjęć w przedszkolach - a szkoda.
Niunia wczoraj dostała komplet zdjęć z zabawy karnawałowej - w skład zestawu wchodzi zdjęcie grupowe, dwa zdjęcia indywidualne i kalendarz z przyklejonym zdjęciem. Wykonanie, cóż .... teraz nastąpiła wiązanka epitetów.
Nie będę się rozwodzić nad zdjęciami indywidualnymi - bo moje dziecko wygląda na nich na przestraszoną małą dziewczynkę - przygryzającą usteczka. Na moją uwagę za to zasługuje zdjęcie grupowe - otóż nie wiem czy któreś z rodziców na 100% rozpoznało swoje dziecko po twarzy - podejrzewam, że zrobiło to tak jak ja - po przebraniu.
Osoba która robiła zdjęcia, a później przeorała je photoshopem rozmyła totalnie twarze dzieci - nie ma charakterystycznych rys, noski zlewają się z buzią, a oczy to dwa świecące punkty - w przypadku dziewczynek rozmywają im się także włosy, u chłopców wygląda to odrobinę lepiej.
Niunia jest zachwycona bo ma zdjęcia, będzie miała pamiątkę - ale czy tak jak ja będzie zaklejała lub wydrapywała swoją twarz z tych ujęć - coś mi się wydaje, że nie - jest w tej lepszej sytuacji niż ja - Ona nie pozna się na tych fotografiach.
Ja osobiście miałam taki czas, kiedy z uporem maniaka zaklejałam, wydrapywałam swoją twarz z tego typu pamiątek - nie oszukujmy się były straszne, te udawane uśmiechy, głupie miny, zdjęcie typu - a teraz wszyscy mówią ser, (tak wiem, teraz mówi się sex - ale ja chodziłam do szkoły w czasach, kiedy dinozaury hasały po trawnikach).
Na szczęście ja mam już tego typu zdjęcia za sobą - przyszedł czas na zdjęcia Niuni - teraz osoby robiące zdjęcia zaczynają wcześniej - bo odwiedzają już przedszkola. Celowo użyłam sformułowania "osoby robiące zdjęcia" - powiem krótko i bardzo krytycznie - osoby te nie są fotografami, nie mają zielonego pojęcia jak powinna wyglądać sesja z dzieckiem - często przestraszonym bo przychodzi obcy Pan i każe się ustawić, uśmiechać.
Znam WSPANIAŁYCH FOTOGRAFÓW dziecięcych, którzy robią cudowne, wspaniale, zapierające dech w piersiach zdjęcia dzieci - wyciągają z tych maleństw wszystko co najlepsze, a do tego budują ciepłą atmosferę opartą na zabawie i wsłuchaniu się w potrzeby dziecka.
Ale niestety Ci fotografowie nie robią zdjęć w przedszkolach - a szkoda.
Niunia wczoraj dostała komplet zdjęć z zabawy karnawałowej - w skład zestawu wchodzi zdjęcie grupowe, dwa zdjęcia indywidualne i kalendarz z przyklejonym zdjęciem. Wykonanie, cóż .... teraz nastąpiła wiązanka epitetów.
Nie będę się rozwodzić nad zdjęciami indywidualnymi - bo moje dziecko wygląda na nich na przestraszoną małą dziewczynkę - przygryzającą usteczka. Na moją uwagę za to zasługuje zdjęcie grupowe - otóż nie wiem czy któreś z rodziców na 100% rozpoznało swoje dziecko po twarzy - podejrzewam, że zrobiło to tak jak ja - po przebraniu.
Osoba która robiła zdjęcia, a później przeorała je photoshopem rozmyła totalnie twarze dzieci - nie ma charakterystycznych rys, noski zlewają się z buzią, a oczy to dwa świecące punkty - w przypadku dziewczynek rozmywają im się także włosy, u chłopców wygląda to odrobinę lepiej.
Niunia jest zachwycona bo ma zdjęcia, będzie miała pamiątkę - ale czy tak jak ja będzie zaklejała lub wydrapywała swoją twarz z tych ujęć - coś mi się wydaje, że nie - jest w tej lepszej sytuacji niż ja - Ona nie pozna się na tych fotografiach.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
zakupowow, bluzeczkowo
Parę dni temu układając rzeczy w szafie w Niuni - stwierdziłam z przerażeniem - "o matko, w co ja Ją jutro ubiorę" - moje przerażanie nie było spowodowane ogromem ubrań, które stanęły przede mną (choć nie można narzekać na brak ciuchów w rozmiarze dziecięcym), tylko rozmiarem tych ubrań - nie zawsze z metki, ale zawsze wizualnego.
Otóż, okazuje się, że Nasza Niunia rośnie - jasne, zauważamy to, wiemy o tym, odczuwamy to na własnych mięśniach, ale w konfrontacji ubrankowej - brak mi argumentów. Jest tylko jedno wyjście - trzeba się wybrać na zakupy. Nie, ni wyobrażajcie sobie, że tego nie lubię, uwiebiam tym bardziej, że te wszystkie ubranka są takie śliczne, mięciutkie i tak precyzyjnie wykończone.
Postanowiłam zacząć zakupy od bluzeczek - bo tych nigdy mało, a i dwie lub trzy w ciągu dnia zdarza się zakładać - zobaczcie co kupiłam.
Otóż, okazuje się, że Nasza Niunia rośnie - jasne, zauważamy to, wiemy o tym, odczuwamy to na własnych mięśniach, ale w konfrontacji ubrankowej - brak mi argumentów. Jest tylko jedno wyjście - trzeba się wybrać na zakupy. Nie, ni wyobrażajcie sobie, że tego nie lubię, uwiebiam tym bardziej, że te wszystkie ubranka są takie śliczne, mięciutkie i tak precyzyjnie wykończone.
Postanowiłam zacząć zakupy od bluzeczek - bo tych nigdy mało, a i dwie lub trzy w ciągu dnia zdarza się zakładać - zobaczcie co kupiłam.
- dwie pierwsze to Cool Club - prosto ze SMYKA
- dwie z dziewczynkami to dział dziecięcy H&M
- bluzeczka z myszką i z kotkiem to PEPCO
- a ostatnia brytyjska - to prezent prosto z WYSP
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)