Gdy za oknem szaro i buro, a z nieba pada deszcz i nic totalnie nic się nie chce - zamykam oczy i już za chwil kilka jestem tam ... w RAJU. Wrzesień chyli się ku końcowi, a ja nadal w Chorwacji - nie osobiście, ale duchem na pewno - jeszcze choć na chwilę jeszcze na kilka dni, potem wrócę i stawię czoła temu co za oknem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 września 2014
sobota, 11 sierpnia 2012
Urlop wg Małej Księżniczki
po wielkich oczekiwaniach, ochach i achach ... jest tak upragniony, wyczekany urlop. Tradycyjnie zaczął się już w piątek przed godziną piętnastą. Odkąd pojawiła się w naszym życiu Mała Księżniczka bardzo staraliśmy się nic nie zmieniać z naszego rozkładu - planu na życie - bo przecież jesteśmy wszechmocni i pojawienie się noworodka nic nie zmieni- nadal będziemy wyjeżdżać na zagraniczne wojaże, typu - "a wiesz może skoczymy na Chorwę"
Mała Księżniczka też jak się okazało miała swój "rozkład jazdy" i plan na życie - jeszcze mało świadoma, ale jakże uparta.
I tak kiedy miała cztery tygodnie pojechaliśmy na parapetówkowego grilla - z tym małym zawiniątkiem w różowym pajacu hello kitty - a tak na marginesie dziwne jest to co człowiek pamięta :) Impreza super, Mała Księżniczka jadła, spała, jadła spała - raz na jakis czas otworzyła szeroko oczy żeby zakomunikować światu - "halo jestem"
Gdy miała trzy miesiące i kilka dni - uraczyliśmy tą małą, kruchą istotę pierwszym urlopem - urlopem nad polskim morzem. Pogoda świetna - jak nie u nas - Mała prawie dwa tygodnie grzała się w cieniu Sopotu, Gdańska czy Gdyni - była uroczym bąblem - który tylko marudził jak miał pełną pieluchę lub pusty brzuszek.
Totalnie hardcorowym wyjazdem okazał się tydzień w Tatrach - bo nie dość, że 12 godzin jazdy to jeszcze śnieg. Ale Gubałówka, Nosal i Morskie Oko - Mała Księżniczka zdobyła z uśmiechem na twarzy.
Potem było jeszcze kilka mniejszych urlopowych wypadów ... no i tegoroczny ...
Mała Księżniczka też jak się okazało miała swój "rozkład jazdy" i plan na życie - jeszcze mało świadoma, ale jakże uparta.
I tak kiedy miała cztery tygodnie pojechaliśmy na parapetówkowego grilla - z tym małym zawiniątkiem w różowym pajacu hello kitty - a tak na marginesie dziwne jest to co człowiek pamięta :) Impreza super, Mała Księżniczka jadła, spała, jadła spała - raz na jakis czas otworzyła szeroko oczy żeby zakomunikować światu - "halo jestem"
Gdy miała trzy miesiące i kilka dni - uraczyliśmy tą małą, kruchą istotę pierwszym urlopem - urlopem nad polskim morzem. Pogoda świetna - jak nie u nas - Mała prawie dwa tygodnie grzała się w cieniu Sopotu, Gdańska czy Gdyni - była uroczym bąblem - który tylko marudził jak miał pełną pieluchę lub pusty brzuszek.
Totalnie hardcorowym wyjazdem okazał się tydzień w Tatrach - bo nie dość, że 12 godzin jazdy to jeszcze śnieg. Ale Gubałówka, Nosal i Morskie Oko - Mała Księżniczka zdobyła z uśmiechem na twarzy.
Potem było jeszcze kilka mniejszych urlopowych wypadów ... no i tegoroczny ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
